Życzę wam dużo zdrowia, szczęścia, pomyślności,
spełnienia wszelkich marzeń w nowym roku
oraz dla każdego blogowicza dużo weny i świeżych pomysłów.
Mam nadzieję, ze te święta były udane.
Dostaliście piękne prezenty i spędziliście ten czas miło z rodziną.
Trzymam kciuki za to, aby ten rok dla każdego był wyjątkowy.
Spóźnione życzenia przesyła Alura A.M.
PS: Wiecie, że mój tata zrobił wino w rok moich urodzin i da mi je na moją 18?! Nieźle co?
PPS: Jak spędziliście koniec świata? U mnie w klasie o 10, części włączył się budzik i matematyczka kazała czytać fragment regulaminu o tym, że nie można używać telefonu na lekcji. Śmiech na sali : D (skandal miałam zginąć na matmie- horror, ale przeżyliśmy. Dlaczego? Bo jesteśmy karaluchami !!!)
PPPS: Przypominam o naborze, czas do 13.01.2013. Więcej informacji tutaj.
***
Leżę sobie
na chmurce i patrzę na widok zachodzącego słońca. Piękne kolory, rozchodzą się
po całej powierzchni nieba i nadają temu widokowi magii. Widząc taki widok,
zadajemy sobie pytanie. Czego chcieć więcej? Wtedy patrzymy na boki i widzimy
tylko te głupie widoczki i nic innego. Żadnej żywej duszy. Robi się nam smutno
i dla pocieszenia, wyobrażamy sobie, że ktoś obok nas siedzi. Tak właśnie jest
aktualnie ze mną, leżę na tych chmurkach sama i wyobrażam sobie, że koło mnie
siedzi jakaś osoba. Tylko za każdym razem widzę tam Marco. Zła na to, że nie
rozumiem co to oznacza, zeskoczyłam z chmur na ziemię. Znajdowałam się na
jakiejś polance…wróć nie na jakiejś polance. Na TEJ samej polance na której,
po raz pierwszy zobaczyłam oczy Marco. Nic się nie zmieniło. Drzewa dalej były
ustawione dokoła polany. Siadłam po środku polany i wsłuchałam się w odgłosy
natury.
- Następnym razem, zanim zaśniesz uzgodnimy, gdzie się
spotykamy – nagle usłyszałam męski głos koło ucha. Moja reakcja była
natychmiastowa, chwyciłam mężczyznę za koszulę i przewróciłam na plecy a ja siadłam na nim okrakiem
podtrzymując jego ręce nad głową. Dopiero gdy obezwładniłam przeciwnika, miałam
czas by na niego spojrzeć.
- Nie Śpiąca Królewna. –powiedział z sarkazmem i próbował
się uwolnić z mojego uchwytu- a teraz jakbyś mogła mnie już puścić, byłoby mi
naprawdę miło.- szybko puściłam chłopaka
i usiadłam z powrotem na trawie.
- Co ty tu robisz? To znaczy w moim śnie.- zapytałam, gdy
usiadł koło mnie
- Mieliśmy się uczyć podczas snu, więc jestem. –uśmiechnął
się do mnie
- Przepraszam, myślałam, że zaczniemy jutro.
- Wolę zacząć od dzisiaj, to co zaczynamy? –zapytał wstając
i wyciągając w moją stronę rękę
- Jasne – pochwyciłam jego dłoń i poszliśmy w las
- Dzisiaj opowiem ci, okres od narodzenia aż do dnia 13
urodzin, zgoda?- kiwnęłam głową na zgodę – okej, trzeciego dnia po narodzinach
rodzice, albo najbliższa osoba, zabiera niemowlę do lasu i rozstawia się
dookoła niego trzynaście świec oraz modli się o opiekę bogini przez trzynaście lat .Wtedy świece zapalają
się po kolei i łączą się ze sobą ku
górze. To znak, że Gaja wysłuchała
modłów i czeka na nadejście dziecka w dniu jego trzynastych urodzin. Przez te
lata, dziecko uczy się podstawowych zaklęć
technik obronnych. W dniu trzynastych urodzin przed północą, wychodzi
samo do lasu i patrzy się na księżyc. Jeżeli wystarczająco się skupi poczuje
magię przepływającą przez jego ciało. Jeśli księżyc jest w pełni, można się
spodziewać, że dziecko będzie miało świetlaną przyszłość. Każdy odbył taki
rytuał, ale jeśli ktoś tego nie zrobił prawdopodobnie będzie słabym
czarodziejem lub czarownicą.- przeanalizowałam dokładnie jego słowa i
spojrzałam na chłopaka który bawił się źdźbłem trawy
- Jest jakiś sposób, by sprawdzić, czy czarownica odbyła ten
rytuał?- zapytałam kładą się obok niego.
- Bardzo łatwo, wystarczy- skupił się i zamknął dłonie a
następnie je otworzył. Spoczywała tam piękna roślina- kwiat księżycowy. - Osoba uzdolniona magicznie
musi chwycić kwiat w obie ręce, jeśli kwiat wystrzeli białym światłem w górę to
znak, że jest pod opieką Gai i pochłonął od niej magię w dniu trzynastych
urodzin.- gdy on mówił wzięłam od niego kwiat i ostrożnie oglądałam z obu
stron.- spróbuj, nic ci się nie stanie.
-Dobrze. –uśmiechnęłam się lekko i złapałam kwiat w obie
ręce, naglę w niebo wystrzelił olbrzymi słup światła. Zaśmiałam się i patrzyłam
jak ciemność robi miejsce światłu.
- Tak dużego jeszcze nie widziałem, znając ciebie, podczas
twoich trzynastych urodzin była pełnia.
- Nie pamiętam, więc ci nie powiem. – nagle usłyszałam szmer
rozmowy będący jakby echem rozchodzącym się po lesie.- co się dzieje? Co to za glosy?
- Czas wstawać- powiedział i pstryknął palcami. Wszystko
nagle zniknęło a po pewnym czasie zobaczyłam ciemność i otworzyłam oczy .
Pierwsze co zauważyłam, to niebieska bluza Marco i to, że leżę na kanapie. Aha, to jeszcze chwilkę mogę poleżeć –pomyślałam i wtuliłam się bardziej w bluzę oraz jej właściciela. Po chwili poczułam czyjeś ramiona oplatając moją talię i cichy szept .
Pierwsze co zauważyłam, to niebieska bluza Marco i to, że leżę na kanapie. Aha, to jeszcze chwilkę mogę poleżeć –pomyślałam i wtuliłam się bardziej w bluzę oraz jej właściciela. Po chwili poczułam czyjeś ramiona oplatając moją talię i cichy szept .
- Ja mówiłem prawdę, następnym razem wybieramy miejsce
spotkania. –uśmiechnęłam się i spojrzałam do góry.
- A to nie spotykamy się w snach?- zapytałam patrząc się w
jego piękne oczy
- Tak, ale musimy wybrać tam konkretne miejsce. Nie wiem,
może na tej samej polanie?
- Mi pasuje, tylko krzycz do góry jak się spóźnię. Mogę być
na drzewach, albo chmurach.
- Czyli mam do czynienia z latającą wiewiórką? Mam się
szczepić?- powiedział odsuwając się ode mnie odrobinę i zakrywając twarz
poduszką
- Nie! –krzyknęłam uderzając go jaśkiem i tym właśnie
rozpoczęliśmy wojnę na poduchy. Bawiliśmy się jak małe dzieci, tak jakbyśmy nie
byli istotami magicznymi a na moją śmierć nie czyhała jakaś podła wiedźma.
Pewnie długo byśmy się tak bawili, gdyby do salonu nie wpadli rodzice.
-Dzieciaki, uspokójcie się -krzyknęła Lea –Alura, nie
mówiłaś , że twój kolega zostanie na noc.- yyy, ja sama nie wiedziałam.
- Wczoraj się zasiedzieliśmy i musieliśmy zasnąć.
Przepraszam jeśli sprawiłem kłopot, już wychodzę –odezwał się Marco wstając z
kanapy i zabierając swoja torbę
- Nic się nie stało, ale jak chcesz się odpłacić, zostań na
śniadaniu.- zaśmiał się Tom i spojrzał na mnie-
Alura, idź zaprowadź kolegę do łazienki i daj jakieś świeże ubrania.
- Ok. –wzięłam swoją torbę do szkoły i spojrzałam na Marco-
chodź.
Weszliśmy schodami na górę i
skierowaliśmy się do mojego pokoju. Gdy weszliśmy, rzuciłam torbę na łóżko i
poszłam do pokoju kuzyna. Zabrałam stamtąd czarne jeansy oraz szmaragdową
koszulkę i wróciłam do zielonookiego, który stał przy półce ze zdjęciami.
- Byłaś bardzo śliczna, jak byłaś mała. – uśmiechnął się
patrząc na zdjęcie z moich siódmych urodzin.- Zresztą, nadal jesteś
–zarumieniłam się i położyłam mu ubrania na krześle.
- Łazienka jest po prawej, ręczniki tam są. Jakbyś czegoś
potrzebował to wołaj. – powiedziałam i szybko weszłam do garderoby a przez nią
do Okopatio. Podeszłam do biblioteczki i wyciągnęłam stamtąd księgę z herbami
rodzinnymi. Poszukałam jeszcze nowej kartki i pióra oraz atramentu. Skoro brakuje jednego herbu, trzeba go
dorobić- pomyślałam i zaczęłam tworzyć brakującą stronę.
Po
skończonej pracy uśmiechnęłam się i zaczęłam chować rzeczy.
- A więc, to tutaj masz swój czarodziejski kącik?- usłyszałam głos przy drzwiach. Przestraszona
wypuściłam książkę i spojrzałam na winowajcę. – Sorry, nie chciałem cię
przestraszyć- powiedział smutny podając mi książkę.
- Nic się nie stało i tak, to moje Okopatio.- powiedziałam i
odniosłam książkę na miejsce.
- Miło tu. –powiedział i podszedł do składzika – skąd masz piasek
Kronosa?
- Luc mi załatwił, zaraz po tym jak przez przypadek
wysypałam cały na niego.- zaśmiał się a ja razem z nim. Rany, jak on się
pięknie śmieje….
- Tak, śmiejcie się. Tylko nie wy wyglądaliście jak 17482
letni kot – zaśmialiśmy się – dobra koniec tego dobrego, twoi rodzice wołają na
śniadanie. – uśmiechnęłam się i wypchnęłam chłopaków z mojego pokoju.
-Hej a tobie co się stało? –zapytał oburzony Marco
-Ja też chcę się przebrać.
Kwiat księżycowy :

Ooo ja też chcę taką fajną pobudkę. Rozdział super nie mogę się doczekać następnej notki. Ciekawi mnie jak by zareagowali moi rodzice, gdyby zobaczyli mnie, śpiącą w objęciach nieznajomego im chłopaka? Znając życie tata następnego dnia udawał miłego a po jego wyjściu wykopałby fosę. Choć to niemożliwe, w środku miasta?
OdpowiedzUsuńPS: Fajnie się pisało na GG, mam nadzieję, że jeszcze popiszemy.
Żartujesz? Mój mi tak powiedział prosto w twarz, gdy oglądaliśmy jakiś film. A ojciec pod wpływem chęci obrony swojej córki, może zrobić wszystko! Nawet wykopać fosę dookoła bloku!
UsuńPS: Mi też się miło pisało. ;) Mam nadzieję, że pomogłam i jeszcze raz dzięki za ten zaszczyt. ;*
Świetna notka :D Aaaawww, Marco jest dobry, teraz oczekuję jakiś wątków romantycznych ^^ Ale nie za dużo, bo ciekawi mnie też Verna i ta bitwa. Już nie mogę się doczekać :D
OdpowiedzUsuńAhhhhh... ślicznie. A przy okazji... " Też chcę się przebrać" mmmmmmmm ;3 Mistrzostwo. Aż szkoda, że będą musieli iść na tę wojnę ;//. U mnie też - nowa notka. A przy okazji, tego co pisałaś, to prolog był prawie nie zmieniony :-). I rozdział o wiele bardziej :). Więc zapraszam do siebie i liczę na opinię
OdpowiedzUsuńDevrait [victoryfighter]
Ps. jeżeli masz ochotę zapraszam również na mojego drugiego bloga http://forgetting-road.blogspot.com/
Witajże nam Kisielino poświątecznie!
OdpowiedzUsuńRozdział jak zwykle bardzo sympatyczny. Fajny patent z tym kwiatem księżycowym. I śliczny art znalazłaś ^^ Tylko pod koniec trochę nieścisłości. Odzywa się 17482-letni Lucek (chyba, a właściwie skąd on tu?) a tu nagle Alurcia wypycha chłopaków. Transmutacja kota w chłopaka? Teleportacja chłopaka w pobliże kota? A poza tym brawo za opis lekcji i rytułału. Dzięki za życzonka, mam nadzieję, że wena zaszczyci nas obie.
Do zobaczenia w sylwestra!
Ale świetny rozdział , zresztą jak zwykle. Wpadam tu codziennie, więc wyobraź sobie moje szczęście gdy poinformowałaś mnie o NN, matko , sorki za brak ładu i składu w tym komentarzu ale niedawno wstałam (dwie godziny temu)i jakoś nie umiem się skupić. Jeszcze raz gratuluje nowej notki, a i gdzieś tam znalazłam błąd napisałaś To zamiast Tom - scenka z pobudką u boku Marco(świetna była). Okej... to ja może pójdę spać, bo jakoś mój mózg na zwolnionych obrotach pracuje. Dobranoc i weny życzę .; ))
OdpowiedzUsuńBoże jestem taka dumna z siebie, że tu weszłam. Wiesz, ja te Święta spędzam w Londynie u mojego hmmmhmkkmm.... "kolegi", a właściwie przyjaciela od niezobowiązujących kontaktów, dlatego też wejście na mój SPAM zdawało mi się przez najbliższe kilka dni niemożliwe, ale jednak cuda się zdarzają. Może nawet uda mi się opublikować nowy rozdział jak kolego pójdzie spać?? :3
OdpowiedzUsuńA skoro już tu jestem to powiem Ci, że jak zwykle mnie oczarowałaś. Kocham ten Świat, tych bohaterów, wojnę to ja już sama nie wiem, czy kocham, ale się zobaczy, się poczeka^^
"Marco? Nie Śpiąca Królewna" - strasznie mi się spodobało. Naprawdę. Niby nic, ale mnie rozbawiło. No i księżycowy kwiat, cudo! Wyobrażałam go sobie nieco inaczej, ale co tam, Twój tez jest piękny!
Przepraszam Cię za ten mało składny komentarz, ale ktoś mnie nieco rozprasza. Całuję mocno i życzę Wesołych Świąt, bo chyba jeszcze tego nie zrobiłam :*
P.S U mnie pojawiła się część druga rozdziału pierwszego zapraszam serdecznie:*
UsuńWitaj :)
OdpowiedzUsuńChciałam Cię poinformować, że Twoje opowiadanie strasznie mi się spodobało i jestem już na dziewiątym rozdziale i skomentuje wszystko pod najnowszą notką :) p
Pisze ten komentarz, ponieważ chce, żebyś wiedziała, że masz we mnie nową czytelniczkę.
Pozdrawiam :)
PS. Zapraszam Cię do mnie, ale jeśli mój blog Ci się nie spodoba to ja i tak tu zostanę :)
No chyba, że nie zechcesz.
titanic-by-melodia.blogspot.com
Nareszcie nowy rozdział! :) jak zwykle bardzo mi się podoba *.*
OdpowiedzUsuńRozdział cudowny <3
OdpowiedzUsuńSzczęśliwego nowego!
PS. Napisałam i dodałam kolejny http://kawiatek.blogspot.com/
Oby wreszcie była z Marco tak serio :D
OdpowiedzUsuńŚwietny rozdział ;*
Czekam nn <3
Szczęśliwego 2013 ;)