Gdy
wyszłam na zewnątrz ,spojrzałam na księżyc. Był w pełni.Obserwując tak
księżyc poszłam w stronę lasu. Szłam już długo i nie chciałam zawracać
.Nagle zza krzaków usłyszałam jakiś dźwięk. Przestraszyłam się i
odruchowo cofnęłam. Nie wiedziałam co to może być. Już miałam stamtąd
pójść gdy usłyszałam ciche miauknięcie. Ciekawość wzięła górę i pomału
zaczynałam podchodzić do zarośli. Pomału i ostrożnie odsłoniłam owe
"coś" i doznałam szoku. Zaplątany w ciernie leżał średniej wielkości
szary kot. Był śliczny i taki uroczy. Natychmiast wzięłam się za
wyplątywanie go z tych krzaczorów. Gdy mnie zobaczył chyba się uspokoił
bo przestał się szarpać. Gdy tylko uporałam się z zielskiem wzięłam
małego na ręce i zaczęłam go głaskać.Nie stawiał oporu, nie wyskoczył mi
z rąk ani nie drapał tylko zaczął mruczeć z zadowolenia. Drapałam go
ciągle za prawym uchem gdy nagle usłyszałam czyjś głos:
-Skoro już mnie drapiesz. To podrap mnie teraz za lewym bo zaraz nie wytrzymam.- przestraszyłam się i upuściłam kota na ziemię.
-Hej
mi było wygodnie! -powiedział a ja dalej stałam z otwartą buzią patrząc
się na niego cały czas. Gdy odważyłam się coś powiedzieć głos drżał mi
cały czas.
-Tyy...mówisz....
-No mówię. Co gadającego kota nie widziałaś?- zapytał a mi(na szczęście) przestał drżeć głos
-No wiesz jak do tond nie widziałam.
-Serio
? Przecież ty już powinnaś mieć styczność z takimi sprawami.
-powiedział i podniósł jedną łapę na pysk -ups -tym zdaniem właśnie
mnie zainteresował
-Jakimi sprawami?
-Psia krew- oho powiedział coś za dużo
- Kot i mówi takie rzeczy.
-Hej ten kot ma imię- powiedział zły
-Okej będę używać twojego imienia jak tylko mi je podasz.
- A no racja .Przepraszam , że się nie przedstawiłem i w ogóle spóźniłem choć nie .Która jest?
-Gdzieś tak po północy a co? –spytam zdziwiona
-A
jednak spóźniłem nie powinienem iść po drodze iść coś przekąsić. No ale
nie dało się oprzeć tej dużej, soczystej, apetycznej...
-Hej
dobra powiedz wreszcie jak masz na imię i co tu robisz.-powiedziałam mu
przerywając tym jego długi słowotok, bo czułam że zaraz zwymiotuję.
-Nazywam
się Lucyfer i jestem twoim przewodnikiem duchowym nazywaj mnie jak tam
chcesz ,ale przeważnie jestem twoim nauczycielem -powiedział to tak
swobodnie jakby uczył się tych słów na pamięć.
-Nauczycielem czego? -zapytałam głupio
-Magii -Powiedział to patrząc na mnie swoimi zielonymi kocimi oczami
-Co? Przecież magia nie istnieje -odpowiedziałam pewnie
-Magia
istnieje tylko nie taka jaka jaką zobaczysz na pokazach tych nędznych
magików z cyrku oni nawet nie mają pojęcia, że taka magia istnieje .Taką
magią jaką ty będziesz się uczyć.
-Ale czemu ja? Jestem zwykłą dziewczyną ,no może jestem adoptowana ale zwyczajna.
-Zwyczajna
nie. Magiczna tak. Fakt jesteś adoptowana .O ile się orientuję
urodziłaś się w czasach najgorszego piekła .Świat czarów był atakowany
wtedy przez złą wiedźmę. Vernę.
-A co z nią teraz .No z tą wiedźmą? – zapytałam z nutką nadziei w glosie ,że ta cała Verna została pokonana .
-Nadal
terroryzuje świat czarów –przeraziłam się, Lucyfer widząc moją minę
kontynuował –ale nie bój się ,most między światem czarów a ludzi jest
zamknięty .Nikt tamtędy nie przejdzie.- odpowiedział pewnie
-A ty jak się tu dostałeś?
-Przez drzwiczki dla kota- powiedział a ja się zaśmiałam, gdy przestałam się śmiać zapytałam
-A czy Verna , nie może zrobić jakiś hokus pokus i zmienić w kota?- zapytałam
-Może ,ale i tak nie przejdzie prze nasz system kontrolny ,który ma parę ścisłych i tajnych punków.
-Acha
–tylko tyle byłam w stanie z siebie wyrzucić .Byłam tak zafascynowana
tym historiami ,że nie zwracałam uwagę na czas i nagle ziewnęłam.
Lucyfer widząc to wstał mówiąc :
-No, Alura trochę się zasiedzieliśmy czas spać. Wracaj do domu.
-A ty? –zapytałam sennie
-Ja prześpię się na trawie –powiedział to lekko się krzywiąc.
-O
nie mój drogi, skoro jesteś moim mentorem to chyba możesz zachowywać
się jak zwykły kot. Tak by moi rodzice zmiękli i wzięli cię pod swój
dach.
-Nie chcę cię zadręczać
-Oj
nie przesadzaj. W ogóle nie będziesz przeszkadzał a wręcz przeciwnie
będziesz mile widziany u mnie- waha się –będziesz mnie miał pod łapą-
wiedziałam ,że go prawie przekonałam więc wyciągnęłam mocną propozycję–
dostaniesz raz w tygodniu rybkę
-Dwa razy i zgoda –uśmiechnęłam się
-Zgoda a teraz choć na ręce. O ile się nie mylę prosiłeś bym pogłaskała cię za lewym uchem, prawda?
-Och ! Ty wiesz co kot potrzebuje –mówiąc to wskoczy mi na ręce a ja zaczęłam go głaskać- tyko trzeba ustalić zasady
-Ok. Ty najpierw mówisz swoje a potem ja swoje .
-Dobra no to tak:
1. Lekcje z magii codziennie , no przynajmniej pięć razy w tygodniu.
2. Nie ma wykręcania się od lekcji.
3. Nie używasz magii poza naszymi lekcjami, chyba że grozi ci niebezpieczeństwo.
4. Pamiętaj o rybce. -zachichotałam
5. Czeszesz mnie przed snem.
6.
Za urwanie się z lekcji pocisz kocimiętkom i to chyba tyle
–powiedział kończąc swoje warunki - przy ostatnim punkcie lekko się
skrzywiłam
-Okej teraz moje :
1. Nie odzywasz się jeżeli w pobliżu jest jakiś człowiek.
2. Mówisz mi jak jesteś głodny.
3. To samo tyczy się kuwety .
4. Nie znikasz z domu na dużej niż na pół dnia bez mojej wiedzy.
5. Nie masz prawa niszczyć żadnych mebli i ciuchów.
6. Proszę nie drap okej i to koniec
-Spróbuję ,ale co do ostatniego to nie jestem pewny
-Ja mam taki sam problem. Ty wiesz ile kosztuje taka kocimiętka?
-Wiem to taka kara. -zaśmiał się a ja westchnęłam
-Ach ,nie będę się kłócić z kotem. Dobra koniec rozmowy jesteśmy przed domem .
-Okej ,ale zanim zamilknę aż nie będziemy sami ,zajmuję miejsce przy nogach na kocu.
-Dobrze
jest twoje- powiedziałam ze śmiechem drapiąc go dalej za uchem. Gdy
tylko weszliśmy do domu ktoś nagle zaczął na mnie krzyczeć
-Ty wiesz jak się czułam gdy nie zobaczyłam, że ciebie niema w łóżku?!?!
No i wróciłam! Cieszysz się? Nie? Szkoda. Tak? Cóż, widać jesteś masochistką ;p
OdpowiedzUsuńOczywiście zaczniemy od podstaw. Nie masz akapitów!!! Wytykałam to Liściowi przy każdej notce i tobie też będę. Poza tym stylistyka leży plackiem i kwiczy żałośnie. Rzadko zdarzają się u ciebie dwa poprawne zdania koło siebie. Sadzisz takie byki, że spokojnie mogłabyś założyć hodowlę. Nie mówię o ortografii (z tej sama jestem noga, przyznaję się bez bicia), ale o same konstrukcje zdań, a także o ciągłe i ciągłe i ciągłe i ciągłe i ciągłe powtórzenia! Przeczytaj co napisałaś chociaż raz. Przemyśl to i zacznij poprawiać. Krzywdzisz czytelnika i coś co zazwyczaj można by przeczytać bardzo szybko, ciągnie się i ciągnie w nieskończoność, bo człowiek nie wie o co caman w zdaniu.
Dodatkowo ponownie wspomnę o opisach. Już ci mówiłam, że one nie gryzą i dalej będę tak twierdzić. Posługiwanie się dialogiem to nie wszystko. Poza tym zajechało mi trochę Sailor Moon ale daj Boshe bym się myliła. A i na koniec, dziewczyna mogłaby jakoś dłużej przyswajać fakt, że jest magiczna.
jesteś wspaniałą poetką i pisarką <3 co cie zainspirowało do takiego opowiadania ???
OdpowiedzUsuń