11 czerwca 2012

Rozdział 5 "Rodzice"

Spojrzał na mnie ze smutkiem wymalowanym na twarzy.
-Czy.. oni...nie...-spytałam ze strachem ,bałam się że odpowiedź będzie twierdząca
-Nie, nie oni żyją .-uspokoił mnie -ale.. -urwał w połowieco mnie trochę zaniepokoiło
-Dokończ. -powiedziałam twardo
-Ale są więźniami Verny-odpowiedział ze smutkiem
-Dlaczego? Przecież są zwykłymi czarodziejami czy tak?- zapytałam
-Nie.- odpowiedział krótko
-Jak to ?
-No tak twoja matka Sabina jest najpotężniejszą czarownicą...
-A mój ojciec?- przerwałam mu
-...a twój ojciec Adam jest tylko zielarzem -kontynuował -który zbierał zioła dla świata czarów. Poznali się gdy ona chciała kupić jakieś suszone zioła no i bum .Miłość od pierwszego wejrzenia. Wyszli za siebie pół roku później a potem pojawiłaś się na świecie ty . Twoi rodzice byli w siódmymniebie a twoja matka najbardziej. Wiedziała, że w tej rodzinie od pokoleń najpotężniejszą moc dziedziczyły tylko kobiety.
-A co było dalej-byłam strasznie zafascynowana historią moich rodziców
-Stała się najgorsza rzecz- wyraz jego twarzy zmienił się nagle za pełen bólu i rozpaczy- Verna zapragnęła zawładnąć światem czarów.Ukradła zakazaną księgę i ukryła się w mrocznym lesie. Po miesiącu czyli dokładnie 13 października zawładnęła światem czarów .Wiedziała ,że Sabina urodziła córeczkę i zapragnęła posiąść twoją moc. Na szczęście twoja matka naczas zdążyła przenieść cię do tego świata gdzie jesteś bezpieczna. Sama wraz zmężem stanęli w walce o wolność dla naszego świata . niestety Verna użyła starożytnych zaklęć i wygrała a twoich rodziców wtrąciła do lochów.
-Jejku to straszne i nie da się z tym nic zrobić?
-I tu zaczyna się twoje przeznaczenie .Musisz ocalić świat czarów .-powiedział pewnie Lucyfer
-Ale jak ja to zrobię nie znam się na magii nic o niej nie wiema co najważniejsze, skoro moja matka i ojciec nie dali radę jej pokonać to coja wskóram ?
-Właśnie dużo. Matka podarowała ci część swojej magii i innych czrodzieji w twoim medalionie.- pokazał łapom na mój wisiorek, którydostałam rano od moich przyszywanych rodziców.- jest on zaklęty nie może go zdjąć nikt, chyba że czarodziejka jest w kimś zakochana a ten ktoś odwzajemniajej uczucia.
-Łał, czyli nie zdejmę tego wisiorka dopóki kogoś niepokocham ze wzajemnością ,tak?
-Nom- powiedział i spojrzał na cyfrowy zegarek na mojej ścianie.- kurczę Alura zasiedzieliśmy się idź już lepiej spać .
-Dobrze , ale obiecaj mi że będziesz tu jak się obudzę.-wolałam się upewnić czy to nie jeden z moich zwariowanych snów, a jak się obudzę nie zostanie śladu po kocie.
-Obiecuje na moje dziewięć żyć.-powiedział z powagą w głosie a potem razem ze mną się zaśmiał.
-Okej to dobranoc Lucyferze. -powiedziałam zanim odpłynęłamdo krainy snów. Zanim odpłynęłam usłyszałam ciche  :
-Dobranoc venefica (łac.czarodziejko)

                        _________________________________________________

Byłam na pięknej łące dookoła były świece ,było strasznie romantycznie .Nagle zza drzewami dostrzegłam jakiegoś chłopaka ,nie wiedziałam go dokładnie .Widziałam tylko jego piękne szmaragdowe oczy...
Nagle poczułam na twarzy promienie słońca .Powoli i leniwie podniosłam powieki. i spojrzałam na dół .Przy moich nogach spał sobie spokojnie Lucyfer. A więc to nie był sen. Naprawdę jestem czarodziejką ,której przeznaczeniem jest uratowanie świata czarów.
Moje rozmyślenia przerwało mruczenie kota.
-Witam, jak się spało? -spytał  się kociak
-A wyjątkowo dobrze i miałam nawet piękny sen.-rozmarzyłam się przypominając sobie te piękne szmaragdowe oczy.
- A co takiego ,czasem sny czarownic są prorocze.
-To mam nadzieję ,że spotkam kiedyś właściciela tych pięknych oczu.
-Oho ktoś się nam tu zakochał.
-No co ty ,to był tylko sen- powiedziałam niby normalnie,choć w duchu błagałam o to bym go spotkała
-Okej mów co chcesz ja tam wiem swoje.- gdy skończył mówić ktoś zapukał. Spojrzałam na Lucyfera znacząca spojrzeniem mówiącym" masz siedzieć cicho!!" i spojrzałam na drzwi mówiąc:
-Proszę
-Cześć kochanie jak ci się spało?- To była Lea
-Dobrze ,choć zobacz kogo ja tu mam.- powiedziałam mając nadzieję,  że rodzice zaakceptują kota
-Oooooo jaki śliczny kociak -punkt pierwszy mama się rozczula-skąd ty go wzięłaś -drugi: pytania
-Znalazłam go w nocy leżał zaplątany w krzakach ,zrobiło misię go żal ,więc go przygarnęłam. Mamooo ,może z nami zostać proszę zobacz jakion jest śliczny -i punk trzeci oraz ostatni współczucie- no spójrz tylko na niego- wzięłam kota na ręce i szepnęłam mu na ucho tak by Lea nie usłyszała-postaraj się zrobić jakąś słodką minę a dam ci kłębek
-Niebieski- odszepną i nagle mina kobiety zmieniła się natychmiastowo
-No jasne jest taki słodki . Jak się będzie wabił Puszek?Perełka? Łatek...
-Lucyfer -przerwałam jej słowotok bo mogłaby tak nawijać wieki
-Trochę mrocznie, ale to twój kot
-Czyli mogę go zatrzymać ?- zapytałam z nadzieją w głosie
-Znalazłaś go w swoje urodziny to musi być jakiś znak
-Tak na pewno "I to wielki"- dodałam w myślach- no to ja idę coś zjeść .Choć Lucyfer dam ci trochę mleka a potem pójdziemy  na zakupy i ci coś kupię- kot jedynie pokazałswoje ostre ząbki w formie uśmiechu .
Po śniadaniu poszłam odprowadzić Lani do domu i wraz z kotem przeszliśmy się do pobliskiego sklepu zoologicznego . Gdy zaopatrzyłam się w wszystkie artykuły skierowaliśmy nasze nogi do domu.

1 komentarz:

  1. Pierwsze zdanie: "Spojrzał na mnie ze smutkiem wymalowanym na twarzy." Koty nie mają twarzy. Mają pyszczki, morski, ale nie twarze.
    Dobra na dziś chyba skończę bo po prostu nie mogę się przedrzeć przez te wszystkie błędy. Nie czytasz siebie, a to wielki błąd. Ćwicz moja droga, ćwicz, bo pisanie to przywilej i żeby na niego zasłużyć należy dużo ćwiczyć i czytać. Czytać i ćwiczyć. Mam nadzieję, że nie pogniewasz się za moje komentarze :) Walcz, kochana walcz, a z pewnością z czasem osiągniesz prawdziwą harmonię w swych opowiadaniach.
    Wpadnę tu nieco później ;p Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń